poniedziałek, 5 lutego 2018

Centrum Pomorza. Część II. Alternatywne rozwiązania

W poprzednim wpisie, w którym wyraziłem swoją negatywną opinię o przyjętym przez miasto haśle promocyjnym zasygnalizowałem, że kolejny będzie zawierał alternatywne propozycje. Takie, które wynikają z danych upublicznionych przez agencję, która stoi za realizacją pomysłu Koszalin. Centrum Pomorza* oraz z informacji przekazanych mediom przez osoby, które na co dzień zajmują się działaniami promocyjnymi Koszalina.

Przy czym jedynie w dwóch z trzech przypadków będą to propozycje z konkretnymi hasłami. Przy trzecim pomyśle (omówiony w tekście jako pierwszy), jedynie zasugerowany zostanie możliwy kierunek poszukiwań. Przyjęty częściowo – jak się za chwilę będzie można przekonać – także przez realizatorów obecnie wprowadzanej w życie koncepcji.

Zacznijmy od krótkiego cytatu zaczerpniętego ze strony internetowej agencji Rio Creativo. Odnosi się on do Koszalina.

Miasto średniej wielkości, położone w północnej Polsce. W połowie drogi pomiędzy dużymi ośrodkami miejskimi – Szczecinem i Trójmiastem. Kiedy zapytaliśmy przypadkowych ludzi jakie mają z nim skojarzenia, większość z nich odpowiadała: “żadnych”. Co innego mieszkańcy, którzy mają bardzo pozytywny stosunek do swojego miasta lub wręcz są w nim zakochani.

Czytając te cztery zdania nie sposób zrozumieć, jak w ogóle mogło dojść do wykrystalizowania się pomysłu na Centrum Pomorza. Koncept ten przynależy przecież do porządku wybitnie racjonalnego (rzekłbym nawet hegemonicznego), a wyjściowe dane są mocno emocjonalne – mieszkańcy mający bardzo pozytywny stosunek do Koszalina lub będący w nim wręcz zakochani.
(Celowo pomijam w tym momencie kwestię skojarzeń „przypadkowych ludzi”. Tego kim oni byli, skąd pochodzili, w jaki sposób byli o swoje opinie o Koszalinie pytani. Stanowi to bowiem osobny temat do analizy dotyczącej metodologii przeprowadzonych badań).

Czy nie lepiej było zatem w haśle promocyjnym (to pomysł pierwszy) spróbować uchwycić te emocje? Zawrzeć w nim uczucia wiążące koszalinian w miejscem, w którym żyją i chcą żyć? W mojej opinii zdecydowanie tak. I – mam wrażenie – że częściowo także w opinii osób odpowiedzialnych za obecnie prowadzaną kampanię.
Stąd właśnie na plakatach rozwieszonych na wiatach przystaniowych tuż pod napisem NOWA MARKA KOSZALINA widzimy nie Centrum Pomorza (rzeczywista nowa marka), lecz hasło: Miasto dla Ciebie. Slogan, który można by umieścić w sygnalizowanym tu emocjonalnym porządku.

(Zdj. P.S.)

Dwa kolejne pomysły wynikają z przytoczonego poniżej fragmentu artykułu Dominika Wasilewskiego pt. Koszalin kojarzy się z Centrum Pomorza. Zbudowanego z informacji przekazanych mediom i biznesmenom przez pracowników koszalińskiego ratusza.

Koszalin jest najważniejszym ośrodkiem kulturalnym w regionie. „Dzieje się” – to słowa słyszane coraz częściej podczas setek wydarzeń organizowanych przez miejskie i prywatne instytucje. Jesteśmy miastem debiutów młodych i zdolnych artystów. Od wielu lat budujemy markę naszych ogólnopolskich festiwali, takich jak „m - teatr”, „Reflektor”, „Hanza Jazz Festiwal” czy „Młodzi i Film”.

Pierwszy z tych dwóch pomysłów, nienowy zresztą, to Koszalin. Miasto debiutów. Hasła, do którego zgodności z rzeczywistością nikogo z osób nieco bardziej zaangażowanych w życie miasta nie trzeba przekonywać. I którą to prawdę bez trudu można byłoby sprzedać otoczeniu zewnętrznemu.

Zaletą tego rozwiązania jest to, że żadna inna jednostka terytorialna w Polsce nie promuje się przez taką kategorię (zob. http://duolook.pl/slogany-i-logo-miast-i-wojewodztw-w-polsce/). Gwarantuje to zatem wysoką jego rozpoznawalność.
Samo zaś pojęcie - odnoszące się w przytoczonym fragmencie do kultury - można byłoby spokojnie zastosować do innych obszarów, w tym także i tych związanych z gospodarką (chociażby do start-upów).

Drugi wypływający z cytatu koncept to: Koszalin. Tu się dzieje (albo: Koszalin. Dzieje się…). Bazuje ono na ustalonym stanie rzeczy (swoisty insight „konsumencki”). Odnosi do tego, co dostrzegają mieszkańcy i z czego są dumni. I spokojnie może spajać promocję regionalną, czy ogólnopolską koszalińskich wydarzeń sportowych, biznesowych, kulturalnych.

Oczywiście są to tylko trzy z wielu możliwych do zastosowania rozwiązań. To co je odróżnia od pomysłu przyjętego przez władze miasta to zgodność z rzeczywistością. Swoista namacalność, która sprawia, że w odróżnieniu od hasła Centrum Pomorza nie wymagałyby szczególnie rozbudowanych zabiegów, aby przekonać do siebie wybrane grupy odbiorców.

Na zakończenie wrócę do informacji zamieszczonych na stronie Rio Creativo. Czytamy tam: Dotychczasowa formuła funkcjonująca przez lata – „Koszalin pełnia życia” uległa wypaleniu. Hasło było zbyt ogólne, i nieefektywne jako nośnik założeń strategicznych marki, przez co miasto borykało się z  brakiem wyrazistych skojarzeń. 

Problem w tym, że tylko częściowo jest to prawda. Kłopot z przyjętą na lata 2009-2014 strategią polegał przecież nie na jej wypaleniu, czy zbytniej ogólności, lecz na tym, że nikt nigdy nie próbował jej wdrożyć w życie (poprzestano wyłącznie na wprowadzaniu logo i hasła pozycjonującego).

Dotyczyło to nawet tych jej elementów, które były w zasięgu budżetowym i organizacyjnym miasta, takich jak chociażby strefy żywiołów.
Inne koncepty, na przykład Koszalin centrum Welness jako filozofii i stylu życia i Koszalin centrum aktywnej turystyki zdecydowanie przekraczały możliwości miasta, określanego w dokumencie Wrocławskiej firmy mianem mid-city. Nie były też dostosowane do jego specyfiki. Stąd brak ich implementacji można uznać za absolutnie zrozumiałe.


* Z zawartych na stronie agencji informacji nie wynika, że to agencja stoi za samym pomysłem. Czytamy na niej tylko, że zadanie Rio Creativo polegało na przełożeniu jej (tj. koncepcji Centrum Pomorza – P.S.) na język komunikacji wizualnej.

sobota, 3 lutego 2018

Centrum Pomorza. Część I. Sen o potędze

Prawie miesiąc temu Piotr Jedliński, prezydent miasta Koszalina zaprezentował nowe logo miasta wraz z hasłem pozycjonującym.



(Źródło: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/koszalin-ma-nowe-logo-i-haslo-centrum-pomorza-od-rio-creativo, 4.02.2018).

Oba elementy momentalnie stały się powodem licznych, często ostrych dyskusji. Część z nich, jak to obecnie bywa, toczyła się w Internecie.

Niektórym z dyskutujących w sieci oba wyróżniki przypadły do gustu:
Artur Baranowski: Jeśli to logo (sporo dobrych pierwszych skojarzeń) i, przede wszystkim, hasło oznacza, że pozbyto się wreszcie zniżonej samooceny objawiającej się ideą własnego województwa, to brawo. Nareszcie!

Andrzej Mielcarek: Mnie się to hasło podoba. Aspiracyjne, a nawet trochę rebelianckie - konfrontacyjne wobec "stolic", czyli Gdańska i Szczecina. Nawiązuje do stanu faktycznego (środek Pomorza, miasto - centrum subregionu, które może się "rozpychać"). Jest w tym potencjał

Innym zaprezentowana koncepcja spodobała się jakby zdecydowanie mniej:
Damian Wójcik: Jeśli już to chyba centrum Pomorza Zachodniego..... i to tylko geograficzne. W centrum Pomorza leży Szczecin.

Tomasz Rogowski: Tylko Pomorza? A czemuż to nie centrum Polski lub nawet Europy, a nawet świata? Zresztą co się będziemy ograniczać - proponuję hasło: KOSZALIN CENTRUM WSZECHŚWIATA.

Mariola Skolimowska: Koszalin nigdy nie był i nie będzie centrum Pomorza. Ma wiele innych cech, ale akurat tej nie ma, bo geograficznie też nie leży w centralnym punkcie. Nie rozumiem tego przekazu, szczerze mówiąc.

Andrzej Bieliński: Hasło i logo mało czytelne. I to jest pierwsze wrażenie. Nie potrafię odczytać strategii, która za tym hasłem i logiem stoi.

Rem Mar: Logotyp nie kojarzy mi się totalnie z niczym co miałoby coś wspólnego z Pomorzem, Koszalinem. Jak dla mnie idealne logo dla PKS Koszalin, MZK Koszalin, węzła Koszalin Zachód w ramach S6 (aby wiedzieli ludzie gdzie na Mielno uciekać) lub ewentualnie Centrum Przesiadkowego Koszalin (które notabene ma powstać obok PKP.

Iwona Sławińska: Bez kompleksów , ale z pelną realistyczną swiadomością, Koszalin to prowincjonalne miasto średniej wielkości i nazywanie go centrum Pomorza jest mocno. mocno na wyrost. Tak nie było i nie będzie. 

Julia Motyl: Koszalin to mega miasto. Wszystko super, 3mam kciuki, ale Koszalin nie leży na Pomorzu :( tylko Pomorzu Zachodnim ....

Jeszcze inni wstrzymali się od decydujących osądów do czasu upublicznienia strategii, której hasło i logotyp są elementami:
Monika Kaczmarek-Śliwińska: /…/ nie przekonuje mnie, nie jest dla mnie czytelne, przekaz średni - dla mnie nie jest intuicyjny. Logo/strategia, które trzeba objaśniać? Nie wiem. Poczekam na strategię.

Jacek Wezgraj: Również jestem ciekaw czy istnieje jakaś strategia, czy to tylko hasło. Za "Pełnią życia" szła jakaś idea, co prawda nigdy jej nie zrealizowano, ale pomysł był. A tutaj? Do czego to się odnosi? Do strategii rozwoju miasta? Nic tam o takim haśle nie ma.

Na razie wglądu w strategię nie ma (nie ma nawet informacji, kiedy będzie taka możliwość). Pozwolę sobie jednak i bez niego odnieść się do jednego z dwóch ujawnionych elementów tego, co reprezentanci ratusza uznają za nową markę Koszalina – do jego hasła.

I czynię to absolutnie bez żadnego dyskomfortu. Ostatecznie zdaję sobie przecież sprawę, że większość odbiorców hasła nigdy do samej strategii nie zajrzy. Podobnie jak nie zaglądają do strategicznych dokumentów stojących za sukcesem, czy porażką praktycznie 100% marek operujących na rynku produktów, usług, czy idei. Te stanowią przecież drogowskazy dla realizatorów kampanii, czy akcji, nie zaś dla adresatów działań.

Przy czym językowej materii służącej zmianie postrzegania jednostki terytorialnej (jej repozycjonowaniu) poświęcę dwa wpisy. Pierwszy będzie zwykłą, subiektywną oceną konceptu. Drugi zaś zawierać będzie zbiór alternatywnych pomysłów. Takich, które bazują na informacjach zaczerpniętych ze strony internetowej należącej do agencji, która stworzyła i realizuje koncept Koszalina – Centrum Pomorza oraz danych, które przeniknęły do mediów za sprawą przedstawicieli Wydziału Komunikacji Społecznej i Promocji Urzędu Miasta Koszalina. 

W oparciu o te informacje można było przygotować przynajmniej trzy konkurencyjne rozwiązania. Mające w przeciwieństwie do propozycji ratusza tę zaletę, że nie trzeba byłoby do ich zgodności z rzeczywistością nikogo szczególnie przekonywać.
A to w mojej ocenie przynajmniej część podstawy sukcesu większości tego typu działań (więcej na temat sloganów pozycjonujących jednostki terytorialne: http://fragmentyrzeczywistosci.blogspot.com/2014/12/koszalin-oczami-studentow-czesc-iii.html).

Koncepcję pozycjonowania Koszalina jako Centrum Pomorza oceniam negatywnie. Powód prosty – miasto nie ma potencjału, aby taką rolę pełnić (jest silną marką regionalną i nic ponadto). I nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym okresie sytuacja ta miała ulec diametralnej zmianie.

Oczywiście można upierać się i próbować przekonywać otoczenie wewnętrzne i zewnętrze, że jest inaczej. Pytanie tylko, czy ktokolwiek w to uwierzy? Szczerze mówiąc śmiem wątpić.

Z tego też powodu pomysł Koszalina jako Centrum Pomorza traktuję trochę jako wyraz snu o potędze. Sen miły, ale równie złudny jak marzenie o przywrócenie miastu rangi województwa przy obecnym podziale administracyjnym kraju. 

I aby nie było – w wyznaczaniu ambitnych celów nie wiedzę nic negatywnego. O ile tylko są to cele realistyczne.

Pełnienie funkcji Centrum Pomorza to wyzwanie, które stoi zdecydowanie poza zasięgiem Koszalina. Miasta, które przecież nawet w sezonie turystycznym nie jest w stanie wyjść z cienia pobliskiego kurortu zwanego szumnie polską Ibizą. 

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Wskazówki istotności

Mając kontakt z dowolną kreację reklamową najczęściej szybko i bez problemu odgadujemy nie tylko to, co próbuje się nam za jej pośrednictwem przekazać, ale także to, co w przekazie jest najważniejsze. Dzieje się to za sprawą wykorzystywanych w reklamie wskazówek (sygnałów) istotności.

W przypadku materiałów drukowanych może to być wyróżniający określony element kolor lub sama wielkość tego elementu (rzeczy większe traktujemy prawie automatycznie jako istotniejsze). 
Może to być też np. strzałka skierowana na dany obiekt, czy skoncentrowane na nim spojrzenia postaci obecnych na reklamie (oba rozwiązania bazują na prostym mechanizmie kierowania przez ludzi wzroku tam, gdzie patrzą inni, lub w miejsce, które im się wskazuje. Zob. D. Doliński, Psychologia reklamy, Wrocław 2001, s. 101). 
W odniesieniu zaś do użytego w reklamie tekstu – rozmiar, kolor, czy kształt użytej czcionki.

W przypadku reklamy radiowej uwypuklenia jakiegoś elementu można dokonać za pomocą akcentu, dłuższej, czy głośniejszej wymowy konkretnego słowa, powtórzeniom, lub nawet zniekształceniom. W reklamie telewizyjnej dzięki zastosowaniu zbliżeń czy efektów specjalnych.

Zastosowanie tego typu rozwiązań jest bardzo istotne. Bez wizualnej, czy językowej „gradacji” znaczeń oraz odpowiedniego ich rozplanowania w przestrzeni lub w czasie, wzrok i / lub słuch ludzki „przemykałyby” chaotycznie po kreacji wydobywając z niej dowolne w zasadzie znaczenia. W niewielkim stopniu pokrywające się z dekodowaniem, którego oczekuje płacący za przekaz.

Poniższa reklama sprawia wrażenie, jakby ktoś o sygnałach istotności zwyczajnie zapomniał. Nie tylko nie wiemy, co jest tu najistotniejsze (adres strony www, informacja od „byciu” dystrybutorem Semilac’u, lakiery hybrydowe do stylizacji paznokci, czy adres, który na billboardzie widnieje), ale w ogóle pojawia się problem z ustaleniem, czego przekaz dotyczy. Poza tym, że promowane plakatem „coś” ma zapewne coś wspólnego ze stylizacją paznokci.



Trudno wyrokować, co doprowadziło do skonstruowania tak dziwnego przekazu. Czy jest to wina grafika, który nieszczęśliwie poskładał plakat z informacji mu nadesłanych. Czy może nadawcy, który nie potrafił się zdecydować, co ostatecznie chciałby za pomocą billboardu zakomunikować.

piątek, 29 grudnia 2017

Komunikat, który niejako sam się rozbraja

Ostatnio rzuciła mi się w oczy reklama Nord Taxi. Głównie za sprawą tego, że zawiera ona informacje, które w zasadzie się… znoszą.


Oto bowiem nadawca ogłasza, że Nord Taxi to „TAXI Z KLASĄ”, wspierając ten przekaz obrazem dobrego samochodu oraz pana w garniturze, z kluczykami w dłoni.
(Można zatem przyjąć, że te elementy komunikatu mają konotować jakość, zarazem pewną ekskluzywność przewoźnika).

Jednocześnie na plakacie zamieszczono informację, iż jest to taksówka, na którą stać… każdego. Aspekt, który stoi w opozycji do sygnalizowanej wcześniej ekskluzywności.

Umieszczenie w jednym komunikacie sprzecznych w zasadzie określeń powoduje, że przekaz staje się mocno ambiwalentny. Stan w przypadku reklamy mocno niepożądany. I który może znacząco wpływać na jej skuteczność. Odbiorca nie wie bowiem, czego tak naprawdę może się po nadawcy spodziewać. 

Stąd lepszym rozwiązaniem byłoby dokonanie wyboru i albo postawienie w reklamie na jakość oferowaną przez przewoźnika, albo na jego niską, dostosowaną do przeciętnego portfela cenę. Oczywiście, biorąc pod uwagę branżę, wszystko to w możliwie mocno wytonowanym ujęciu.

PS Użycie sformułowania stare ceny tuż po wskazaniu na nową jakość i nazwę wygląda trochę tak, jakby dopisał to ktoś z konkurencji. Tak z czystej złośliwości. 

czwartek, 14 grudnia 2017

Kilka uwag odnośnie pewnego plakatu

Wczoraj w formie ememesowej otrzymałem poniższy plakat wraz z pytaniem: Czy w tej reklamie nie powinien wystąpić piękny, umięśniony pan?


Odpowiedziałem, że postawiłbym pewnie na szczupłego, harmonijnie zbudowanego mężczyznę. Takiego, który mógłby stanowić pewien wzorzec (wyznacznik), do którego podejmujący ćwiczenia mógłby dążyć. Analogicznie do funkcji, jaką na plakacie pełni zwrócona do niego twarzą kobieta.

O ile o modela można jeszcze toczyć pewien spór (być może autorom chodziło właśnie o to, aby tym przekazem nie odstraszać przeciętnych polskich mężczyzn w wieku 40. czy 50. lat), o tyle szereg innych elementów można poddać krytyce.

Przede wszystkim brakuje adresu podmiotu. Przy całym szacunku dla reklamodawców nie każdy chyba wie, gdzie Strefa3L się mieści.

Wykorzystanie dwóch określeń na jedno wydarzenie - impreza inauguracyjna i drzwi otwarte - wydaje się niepotrzebne. Stąd z jednego z nich spokojnie można byłoby zrezygnować.

Punkt centralny plakatu, czy reklamy prasowej znajduje się w jednej trzeciej odległości od górnej krawędzi (D. Doliński, Psychologiczne mechanizmy reklamy, Gdańsk 2008, s. 103). Na nim zatrzymuje się wzrok patrzącego. Na reklamie Strefy3L ta część pozostaje praktycznie pusta.

W materiale zdecydowano się przekazać bardzo dużo informacji odnośnie przebiegu eventu (być może nawet zbyt dużo). Ze względu na fakt, że grupę odbiorców, do której oferta jest skierowana tworzą osoby dorosłe, zaznajomione z pewnymi kodami, spokojnie można było usunąć wyrazy Plan oraz Dodatkowe atrakcje. Ich brak w żaden sposób nie zmniejszyłby czytelności przekazu, dając możliwość uzyskania trochę wolnej przestrzeni.

Wydaje się także, że rezygnacja z obu postaci na drugim planu odbyłoby się bez szkody dla kreacji. Zwłaszcza, że pani swoją podniesioną do góry lewą dłonią zasłania część logo firmy.

Z kolei pan wygląda na w niewielkim stopniu zorientowanego, po co w ogóle tam przyszedł. Na dodatek na jego koszulce widzimy mało estetyczną czarną plamę w okolicach pachy. Rzecz, którą grafik mógł spokojnie skorygować. 

niedziela, 3 grudnia 2017

Ministerstwo dziwnych spotów

Polskie Ministerstwo Zdrowia tuż po tym jak spotkała je dość zgodna krytyka za kampanię na rzecz prokreacji rozpoczęło kolejną akcję. Tym razem dotyczącą profilaktyki zdrowotnej.

Jej bohaterem, symbolem zdrowia, został człowiek z końską głowa. To on w kolejnych reklamach namawia odbiorców do działań sprzyjających utrzymaniu dobrego stanu organizmu.


Jak mówi wiceminister zdrowia Piotr Gryza: Chcemy w ten niekonwencjonalny sposób namówić młodych dorosłych do tego, żeby zmienili styl życia, byli bardziej aktywni fizycznie, ograniczyli spożycie alkoholu i nie palili papierosów (Źródło: http://twojezdrowie.rmf24.pl/aktualnosci/news-nowa-akcja-ministerstwa-zdrowia-w-roli-glownej-czlowiek-z-gl,nId,2471292).

Grupą docelową kampanii są zatem młodzi dorośli, osoby – jak wynika z przytoczonej w mediach wypowiedzi wiceministra – w wieku 18-35 lat, mieszkańcy małych i dużych miast oraz wsi. (Zob. https://www.wprost.pl/kraj/10089674/kon-trener-w-nowym-spocie-ministerstwa-zdrowia-zacheca-do-profilaktycznych-badan.html).

I jest to pierwszy element kampanii, który poważnie zastanawia. O ile bowiem rzeczywiście pewne rzeczy łączą osoby w tym przedziale wiekowym (są wciąż stosunkowo młode), to znacznie więcej różni.

Wystarczy spojrzeć na to przez pryzmat standardowej segmentacji demograficznej (o psychograficznej nie wspominając). Ta różnicuje potencjalnych odbiorców działań promocyjnych ze względu na płeć (kobieta, mężczyzna), wielkość zamieszkiwanej miejscowości (wieś, miasta poniżej 10 tys. mieszkańców, miasta z liczbą mieszkańców od 10 do 49 tys., itd.), wiek (18-25, 26-39), wykształcenie, liczbę członków rodziny, czy fazy cyklu rodzinnego (single, pary bez dzieci, pary z dziećmi w wieku przedszkolnym, pary z dziećmi w wieku szkolnym). (Zob. P. Wójcik, Psychografia konsumentów, Lublin 2017, s. 138).  

Nieuwzględnienie nawet tak podstawowych zmiennych w działalności komunikacyjnej może znacząco ograniczać skuteczność kampanii.
Trudno przecież znaleźć uniwersalne narzędzie na dotarcie z apelem do 18-letniej dziewczyny z małej miejscowości, uczącej się w liceum i spędzającej wolny czas na Instagramie i spotkaniach z koleżankami i kolegami, i do 35-letniego, żonatego mężczyzny z dwójką dzieci w wieku przedszkolnym, prowadzącego firmę, myślącego o kredycie na budowę domu i o nowym, bardziej przestronnym samochodzie.

Druga rzecz to wybór bohatera spotów. Elegancki, dbający o siebie człowiek z końską głową (w pierwszych sekundach spotu widzimy jak przygładza sobie uszka), stylizowany na persony z XIX wieku na pewno zwróci uwagę odbiorców.
Być może nawet kogoś rozbawi mocno dyskusyjnym poczuciem humoru. Czy jednak będzie w stanie uczynić coś więcej – raczej wątpliwe.

Zwłaszcza, że wszelkich rad o tym, jak ważna jest profilaktyka, w tym także ruch fizyczny udziela siedząc w wygodnym, skórzanym fotelu (jedyny sygnał jakiejkolwiek aktywności fizycznej w jego życiu stanowi zdjęcie eksponowane w 3-4 sekundzie spotu o układzie krążenia). Choć oczywiście koniowi wolno – jest w końcu symbolem zdrowia.

Dlatego wydaje mi się, że zdecydowanie sensowniejszym rozwiązaniem byłoby wybranie do tego typu akcji ekspertów z zakresu profilaktyki zdrowotnej lub znanych i lubianych sportowców-celebrytów.
Osób, z którymi odbiorcy mogliby się w jakiś sposób zidentyfikować lub traktować jako autorytety w kwestii zdrowia. I – w związku z tym – podjąć się realizacji działań przez nich zalecanych.
(Inną możliwą strategią oddziaływania mogłoby być postawienie na tzw. zwykłych ludzi. Bohaterów, których życie widzowie śledziliby, przy okazji dowiadując się, jak istotną rolę odgrywa profilaktyka zdrowotna). 

Oczywiście realizujący kampanie zadbali o wsparcie ze strony postaci publicznych, stawiając na modnych obecnie tzw. influencerów (youtuberów). Aby się o tym jednak dowiedzieć odbiorca spotów będzie musiał wejść na stronę internetową akcji.
Inaczej mówiąc podjąć aktywność, która wymaga pewnego wysiłku. A twórcy kampanii nie zadbali nawet o to, żeby ten wysiłek zminimalizować, dając możliwość przejścia do strony www poprzez kliknięcie na aktywny link zamieszczony w materiale wideo

Na dodatek przeglądając profile wspierających kampanię youtuberów trudno zrozumieć, jakie czynniki determinowały ich wybór. O ile Krzysztof Golonka (Trenuj z Krzychem) silnie kojarzony jest ze sportem, o tyle taka Zuzanna Borucka chyba już niekoniecznie. 

Brakuje w tej grupie również person, które mogłyby oddziaływać na ludzi nieco starszych. Większość z wybranych to osoby, które ledwo przekroczyły 20 rok życia. Trudno zatem liczyć, że zostaną potraktowani przez 30-latków jako wzorce do naśladowania, czy autorytety.

Istotniejszy jednak jest fakt, że duża część odbiorców ich aktywności publicznej to jednostki bardzo młode. Takie, które profilaktyka zdrowotna średnio zapewne obchodzi. I do których kampania ta nie jest w ogóle adresowana.

środa, 29 listopada 2017

Czy wyjdą ze skorupy?

Bogusław Linda, aktor, reżyser, męska twarz polskiego kina został ambasadorem kolejnej odsłony akcji Kampanii Przeciw Homofobii (KPH). Tym samym dołączył do innych znanych osób popierających akceptację osób homoseksualnych, takich jak chociażby Dorota Wellman, Maryla Rodowicz, czy Natalia Przybysz.

W nagraniu opublikowanym na oficjalnym kanale YT KPH (materiał zamieściłem na końcu tekstu) Bogusław Linda mówi o rzeczach ważnych dla niego i innych ludzi. 
Przede wszystkim o wolności osobistej (używa określenia prywatnej), do której każdy powinien mieć prawo niezależnie od przekonań, konstrukcji biologicznej, czy psychicznej.
Dlatego - w jego opinii - dopóki człowiek nie robi krzywdy innemu człowiekowi, powinien mieć wolność decydowania o sobie. 

Jednocześnie zachęca tych, którzy nie akceptują takiej miłości, aby wyszli ze skorupy. Aby spojrzeli na osoby homoseksualne bez uprzedzeń, a być może okaże się, że są to naprawdę interesujące persony. Takie, które warto poznać.

W materiale wyznaje też, że w jego własnym odczuciu nadawał się do zagrania roli geja w filmie. Niestety nigdy do tego nie doszło, a jedyny reżyser, który mu to proponował (Janusz Zaorski) z jakiegoś, nieznanego aktorowi powodu, zrezygnował z tego pomysłu.

Materiał Kampanii Przeciw Homofobii będzie dla wielu osób sporym wyzwaniem. Zwłaszcza dla tych lubiących, czy podziwiających Lindę, a jednocześnie darzących niechęcią lub nienawiścią osoby homoseksualne.

Będą one bowiem musiały poradzić sobie z napięciem, które wypowiedź aktora w nich wytworzyła (opisuje to precyzyjnie teoria dysonansu poznawczego Leona Festingera). Tak, aby ujednolicić własne myśli i sądy.

Dlatego jedni pewnie przemyślą swoje nastawienie wobec osób homoseksualnych i uznają, że może rzeczywiście nie ma w tej preferencji nic złego, czy zdrożnego. W ten sposób wciąż będą mogli pozytywnie oceniać aktora i jego aktywność.

Inni odrzucą przekaz, a samego Lindę być może nawet znienawidzą.

Zarysy tych reakcji pojawił się już zresztą w dodanych pod filmem komentarzach (pisownia oryginalna):
1.      Mimo tego ze nie popieram nahalnej homopropagandy, to bardzo sensownie sie wypowiedzial. Zawsze uwazalem, ze to madry czlowiek jest.
2.      Panie Bogusławie. Zawsze byłam oporna na pana wdzięki, bo za dużo kobiet się w panu kochało, a ja nie lubię tlumów. Ale teraz chyba się w panu zakocham ❤️
3.      Wstyd Panie Bogusławie, wstyd.
4.      Serio? Czy może po prostu zaangażował się w kampanię by zaistnieć? Przepraszam za podejrzliwosc, ale jakoś nie chce mi się wierzyć.
5.   Zawsze uważałem, że to mądry człowiek, a od teraz uważam, że to debil.